czwartek, 30 czerwca 2016

Próchniaczek Pana G.

Zrobiło się ciepło i zaczęły się weekendowe wyjazdy na ulubioną wiochę. Kilka miejscówek musiałem przez to sobie odpuścić, ale to nic, przyjdzie i na nie czas.
Gdy weekend dobiegał już końca, trzeba było wracać do Warszawy. Postanowiłem pojechać inną drogą niż zwykle i to wystarczyło, aby mieć plan na kolejny weekend.

Przyjechałem więc w kolejnym tygodniu. Było około godziny piątej rano, trawę pokrywała rosa, czuć było przyjemne wiejskie, rześkie powietrze.

Próchniak stał otworem, bez wachania wszedłem do środka, gdzie skierowałem się do pomieszczenia po prawej.


Na ścianach wisiały święte obrazy, które są nieodłącznym elementem każdego wiejskiego próchniaka.




Drugi pokój opowiedział mi trochę o swoim byłym mieszkańcu. 

Do rzeczy osobistych przejdę za chwilę, najpierw trochę zdjęć. 

Na łużku znajdowało się wiele przedmiotów.



 Była tam też koperta ze zdjęciami rentgenowskimi. Sądząc po ilości zdjęć kręgosłupa, ktoś tu miał z nim spore problemy.

Dookoła leżały święte obrazki.

Pamiątka z pierwszej komunii. 


O naszym gospodarzu wiadomo tyle, że nazywał się Kazimierz i w 1970 roku przystąpił do służby wojskowej. W książeczce widnieje wpis iż był to szeregowiec.

Papierowe bilety... te jednorazowe kiedyś po skasowaniu prasowało się je w książce ;)


I kolejne obrazy.



Ostatni z pokoi, a w nim cała graciarnia najróżniejszych przedmiotów zebrana z całego domu.

Telewizor Neptun 412, produkowany przez Gdańskie Zakłady Elektroniczne "Unimor".

Nie można było zapomnieć o wejściu na strych.




Opuszczam gospodarstwo Pana G. gdyż kawałek dalej dostrzegłem drugi potencjalny obiekt.
Do zobaczenia ;)

1 komentarz: