wtorek, 23 stycznia 2018

Białołęckie próchniaki v.2.0 - okno na próchniaka

Wychodzę z założenia, że niektóre rzeczy,  miejsca czy też obiekty oddziaływają na nas niczym magnes. W jakiś sposób podświadomie przyciągają nas do siebie. Niezależnie od zaistniałej sytuacji np. gdy błądzimy szukając miejsca pochówku zmarłego czy też w innej sytuacji, takie zdarzenia mają miejsce ;)

Gdy zamieszkałem w całkiem bliskiej okolicy tego próchniaka, nie wiedziałem wtedy jeszcze o jego istnieniu.

Było to lato, a sam próchniak skrywał się pośród drzew i gęstych zarośli nieopodal zamieszkanych domów jednorodzinnych.

Pokonując bezlistne zarośla, moim oczom okazuje się nasz dzisiejszy obiekt. Jest wcześnie rano, w oddali słychać ujadającego psa.

Przechodząc przez drzwi, a raczej otwór drzwiowy, ukazuje się wnętrze nie skrywające niczego specjalnego. 


Pozostały jedynie ramy okienne, drzwi, pełno gruzu i śmieci pozostawionych przez miejscowych.

Wszelkie umeblowanie znikło, prawdopodobnie wyniesione przez łowców staroci.

W pomieszczeniu obok ostały się resztki pieca kaflowego.

Duży pokój również świeci pustką, na podłodze można dostrzec butelki po przeróżnych trunkach.

Wszędzie tylko szkło gruz i śmieci.

Strychy od dziecka budziły moja ciekawość, dlatego cofniemy się kawałek i sprawdzimy co się tam skrywa. 

Wejście nie było łatwe, bo drabinę również wynieśli. A jedynym sposobem by dostać się na górę było podciągnięcie się na spróchniałych już deskach.

Nie oszukujmy się, bo na górze nie można było spodziewać się żadnych atrakcji. Ostało się tu jedynie i tak zbite okno.


Gdzieniegdzie leżały pordzewiałe pokrywki od garów.


Coś, co przypominało rozerwany kosz wiklinowy.

Miotłę

A także butelki po specyfikach leczniczych.


Przez okno rozpościera się widok nowo powstałe osiedle i ogromną polanę. Kiedyś na tej polance ma powstać droga dojazdowa z pętlą autobusową. A wtedy po próchniaku nie pozostanie żaden ślad.

Pozostawiam naszego próchniaczka za sobą. Czas zrobił swoje, a człowiek to dokończy, taka kolej rzeczy tego świata.

Do zobaczenia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz